Nie da się ukryć, że maj w książki nie obrodził.
1) Jodi Picoult - Linia życia (541)
2) Agnes Martin - Lugand - Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę (208)
3) Katarzyna Michalak - Bezdomna (252).
Łącznie 1001 stron :) Ten wynik to chyba kwestia Jodi, którą mimo że lubię, to nie czyta się jej łatwo i lekko, bo i poruszane tematy lekkie nie są. Kto moją listę czytelniczą śledzi pewnie zauważył, że po polskich autorów sięgam raczej sporadycznie. "Bezdomną" jednak pochłonęłam w 2 dni i aż żałuję, że podczas mojej ostatniej wizyty w bibliotece wszystkie pozycje autorki były wypożyczone.
Zostało mi jeszcze 6 książek Jodi i 3 z serii stworzonej przez Nesbo. Na co polecacie się przerzucić teraz? :)
Początek czerwca u nas pod znakiem chorób.
Z Synem odwiedziliśmy nocny dyżur w przychodni i SOR. Obywatel podejrzany był o świnkę. Nie ukrywam, że zwątpiłam w sens szczepień. Po dokładnych badaniach krwi i moczu okazało się, że to zapalenie ślinianek a nie świnka. Odetchnęłam z ulgą, bo na świnkę nie chorowałam.
Kilka dni później Męża dopadła rwa kulszowa. Jutro kontrola, ale poprawy jakoś nie widać.
Wczoraj mieliśmy rodzinną sesję zdjęciową, nie mogę doczekać się efektów :)
Dziś byłam u ginekologa. Paulinka jest w świetnej kondycji, chociaż chyba przez te upały jest mniej aktywna. Moje wyniki, szczególnie ilość PLT znów spadła, dodatkowo pokazały się żylaki TAM, i boli mnie całe krocze :/ Do 25ego (czyli następnej wizyty) mam jeszcze brać leki rozkurczowe, a później niech cię dzieje co chce :) Wciąż nie wiem gdzie rodzić i to chyba stresuje mnie najbardziej. Moja torba prawie spakowana. Czeka, mam nadzieję, do czasu aż zdam wszystkie egzaminy :)
W najbliższą sobotę wesele siostry. Mojej malutkiej siostrzyczki. Chociaż patrząc na wiek, to ja już miałam 2-miesięcznego bobasa :) Pomoc w przygotowaniach staram się pogodzić z nauką na niedzielny egzamin, ale panujący upał jakby wypalał mi szare komórki ;) A na drugi termin mogę nie mieć czasu.
Leniuchować powinnam, książki czytać.. Ale kiedy?
I pomyśleć, że pyta kobieta u progu 9 miesiąca ciąży :)
poniedziałek, 9 czerwca 2014
sobota, 17 maja 2014
Co można zgubić w domu?
Że resoraki można zgubić, to logiczne. Mniej logiczne jest to, że znajdują się wewnątrz głośnika tzw . subwoofera. Gubienie zabawek maści wszelkiej to ogólnie rzecz biorąc nie problem.
Można zgubić klucze od dwóch mieszkań, mieszkania rodziców i teściów, do tej pory ich nie odnajdując.
Można także zgubić nóż. Tak, dobrze widzicie. I to nie mały, taki z 16cm. Prawdopodobnie, razem z obierkami po owocach wylądował w koszu. Ale to jedynie teoria.
Zgubić da się kolczyk, wyrzucając go razem z chusteczkami trzymanymi w ręce. Mało tego, po przejrzeniu zawartości kosza, można owego kolczyka nie znaleźć. Pewnie wchłonęła go skorupka jajka.
Dziś rano okazało się, że zginęło coś jeszcze. Mianowicie można zgubić kostkę wc. A właściwie to 4kulki kostki wc! Z pojemnikiem! Podejrzewam ją o próbę ucieczki rurami. Mam nadzieję, że nie wróci wraz z ich zawartością. Blehhhhh
A Wam co nietypowego udało się zgubić i odnaleźć bądź nie?
Macie listę "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie"? :)
Można zgubić klucze od dwóch mieszkań, mieszkania rodziców i teściów, do tej pory ich nie odnajdując.
Można także zgubić nóż. Tak, dobrze widzicie. I to nie mały, taki z 16cm. Prawdopodobnie, razem z obierkami po owocach wylądował w koszu. Ale to jedynie teoria.
Zgubić da się kolczyk, wyrzucając go razem z chusteczkami trzymanymi w ręce. Mało tego, po przejrzeniu zawartości kosza, można owego kolczyka nie znaleźć. Pewnie wchłonęła go skorupka jajka.
Dziś rano okazało się, że zginęło coś jeszcze. Mianowicie można zgubić kostkę wc. A właściwie to 4kulki kostki wc! Z pojemnikiem! Podejrzewam ją o próbę ucieczki rurami. Mam nadzieję, że nie wróci wraz z ich zawartością. Blehhhhh
A Wam co nietypowego udało się zgubić i odnaleźć bądź nie?
Macie listę "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie"? :)
czwartek, 15 maja 2014
DIY
DIY to "do it yourself", czyli to co lubię najbardziej - rękodzieło wszelkie :)
Dziś trochę moich DIYów :)
Na początek embossing, technika poznana dzięki warsztatom w KOKPiT. Materiał bazowy to lustro, ot takie zwykłe, z Ikei:
Powierzchnię lustrzaną zaklejamy żółtą taśmą. Ramę lustra malujemy farbami akrylowymi w dowolnych kolorach. Kolory można mieszać, cieniować - co kto lubi :) Po wyschnięciu lustro okryliśmy firanką i malowaliśmy sprayem, w kolorze zwykle dopasowanym do kolorystyki lusterka. Powstaje wzór, który możemy dalej ozdabiać i tu wkracza embossing. Sztuka polega na tym, że wybieramy wzór (szablony silikonowe do embossingu), odciskamy go najpierw w stempelku, a właściwie w takim ala pudrze, a następnie upudrowany szablon odciskamy na ramie lustra. Kolejny krok to posypanie odciśniętego wzoru proszkiem do embossingu, w wybranym przez siebie kolorze. Posypać należy dokładnie, jednak nie za dużo, by nie zamazać właściwego wzoru. Teraz kolej na podgrzanie, a raczej rozpuszczenie naniesionego proszku, maszynką do embossingu. Po rozpuszczeniu proszek może nabrać innego odcieniu, połysku (np.miedziany). Gdy wzór wyschnie ramę lakierujemy bezbarwnym lakierem.
Technika wydaje się prosta, ale.. Gdy szablon ma cienkie kontury - będzie mniej wyraźny. Gdy biały proszek za mocno podgrzejemy - będzie żółty, jakby spalony. No i cała zabawa tania nie jest. O ile lustro to koszt 6zł, o tyle np. jeden pojemniczek proszku to 15zł, do tego stempel, szablon i maszynka :/ Dzięki KOKPiT mam okazję poznać embossing bez ponoszenia takich kosztów. Wiadomo, jak ktoś się mocno wkręci, to warto kupić sobie własny zestaw :) Dla mnie technika nowa, ale nie planuję ozdabiać całego domu :)
Oto efekt mojej pracy:
O ile klatka wyszła ciekawie (chociaż nie bez błędów), to ptaszki miały bardzo delikatne kontury, stąd są mało widoczne. Pierwsze koty za płoty ;)
Kolejne zajęcia to filcowanie. Kopertówka, etui na telefon, piórnik.. w każdym razie poznamy technikę robienia form zamkniętych. Można zrobić małą bransoletkę, można dużą torbę. Efektem się pochwalę :)
A teraz coś, co zrobiłam w domu:
Jak widać, maszyny nie chowam :)
Moje DIY to ostatnio także malowanie pokoiku. 420 kropek wyszło spod mojego pędzla :) Efekt końcowy pokażę wkrótce.
Szkoda, że nasze mieszkanie nie może zrobić DIY i samo się posprzątać ;) I chociaż ten bałagan mnie irytuje, to oszczędzam się fizycznie, wg zaleceń lekarza.
A propos, podsumowanie drugiego trymestru już JEST.
Pozdrawiam
Dziś trochę moich DIYów :)
Na początek embossing, technika poznana dzięki warsztatom w KOKPiT. Materiał bazowy to lustro, ot takie zwykłe, z Ikei:
Powierzchnię lustrzaną zaklejamy żółtą taśmą. Ramę lustra malujemy farbami akrylowymi w dowolnych kolorach. Kolory można mieszać, cieniować - co kto lubi :) Po wyschnięciu lustro okryliśmy firanką i malowaliśmy sprayem, w kolorze zwykle dopasowanym do kolorystyki lusterka. Powstaje wzór, który możemy dalej ozdabiać i tu wkracza embossing. Sztuka polega na tym, że wybieramy wzór (szablony silikonowe do embossingu), odciskamy go najpierw w stempelku, a właściwie w takim ala pudrze, a następnie upudrowany szablon odciskamy na ramie lustra. Kolejny krok to posypanie odciśniętego wzoru proszkiem do embossingu, w wybranym przez siebie kolorze. Posypać należy dokładnie, jednak nie za dużo, by nie zamazać właściwego wzoru. Teraz kolej na podgrzanie, a raczej rozpuszczenie naniesionego proszku, maszynką do embossingu. Po rozpuszczeniu proszek może nabrać innego odcieniu, połysku (np.miedziany). Gdy wzór wyschnie ramę lakierujemy bezbarwnym lakierem.
Technika wydaje się prosta, ale.. Gdy szablon ma cienkie kontury - będzie mniej wyraźny. Gdy biały proszek za mocno podgrzejemy - będzie żółty, jakby spalony. No i cała zabawa tania nie jest. O ile lustro to koszt 6zł, o tyle np. jeden pojemniczek proszku to 15zł, do tego stempel, szablon i maszynka :/ Dzięki KOKPiT mam okazję poznać embossing bez ponoszenia takich kosztów. Wiadomo, jak ktoś się mocno wkręci, to warto kupić sobie własny zestaw :) Dla mnie technika nowa, ale nie planuję ozdabiać całego domu :)
Oto efekt mojej pracy:
O ile klatka wyszła ciekawie (chociaż nie bez błędów), to ptaszki miały bardzo delikatne kontury, stąd są mało widoczne. Pierwsze koty za płoty ;)
Kolejne zajęcia to filcowanie. Kopertówka, etui na telefon, piórnik.. w każdym razie poznamy technikę robienia form zamkniętych. Można zrobić małą bransoletkę, można dużą torbę. Efektem się pochwalę :)
A teraz coś, co zrobiłam w domu:
Sowa uszyta już dawno, dopiero teraz doczekała się wypchania :)
Lampka z Ikei po tuningu:)
I literki nad łóżeczko Córeczki :)
Jak widać, maszyny nie chowam :)
Moje DIY to ostatnio także malowanie pokoiku. 420 kropek wyszło spod mojego pędzla :) Efekt końcowy pokażę wkrótce.
Szkoda, że nasze mieszkanie nie może zrobić DIY i samo się posprzątać ;) I chociaż ten bałagan mnie irytuje, to oszczędzam się fizycznie, wg zaleceń lekarza.
A propos, podsumowanie drugiego trymestru już JEST.
Pozdrawiam
piątek, 9 maja 2014
Początek maja
Na początek czytelnicze podsumowanie kwietnia:
1) Alice Munro - Taniec szczęśliwych cieni (352)
2) Jodi Picoult - W imię miłości (392)
3) Dan Brown - Inferno (592)
4) Jodi Picoult - Jak z obrazka (360)
W sumie 1696 stron (łącznie to już 6465).
Z powyższego zestawu polecam "Inferno". Jako fanka "Aniołów i demonów", tym razem też się nie zawiodłam. Po przeczytaniu wszystkich książek Picoult (zostało mi jeszcze 7) pewnie wezmę się za Browna ;)
Z kwietniowych wytworów mych dla Najmłodszej:
Maj zaczął się malowaniem pokoiku. 4 warstwy farby były potrzebne, żeby zamalować brzoskwiniowy sad :) Teraz jeszcze pierdylion groszków i po wszystkim :) Mebelki będą pewnie pod koniec przyszłego tygodnia. Super, wreszcie uporządkuję ubranka i przemyślę ostatecznie wyprawkowe zakupy.
2 maja pojechaliśmy do Warszawy. Niestety udało nam się przejść tylko połowę ZOO, oglądanie drugiej uniemożliwił deszcz.
Za to w sklepach nie padało, więc udało mi się kupić sukienkę na czerwcowe wesele Siostry ;)
Wieloryb się zmieścił, chociaż wciąż irytuje mnie pępek, który niemiłosiernie w tej ciąży mi wystaje.
Co do ciąży jeszcze - 30tc. Czyli początek trzeciego trymestru. W poniedziałek idziemy na wizytę do lekarza a później będzie podsumowanie i porównanie drugiego trymestru.
Swoją drogą, dopiero robiłam test ciążowy a tu już nieco ponad 2 miesiące do porodu.
Bezlitośnie ten czas biegnie, my jeszcze nie do końca gotowi.. Tylko czy można być w 100% gotowym na to, co nas czeka?
1) Alice Munro - Taniec szczęśliwych cieni (352)
2) Jodi Picoult - W imię miłości (392)
3) Dan Brown - Inferno (592)
4) Jodi Picoult - Jak z obrazka (360)
W sumie 1696 stron (łącznie to już 6465).
Z powyższego zestawu polecam "Inferno". Jako fanka "Aniołów i demonów", tym razem też się nie zawiodłam. Po przeczytaniu wszystkich książek Picoult (zostało mi jeszcze 7) pewnie wezmę się za Browna ;)
Z kwietniowych wytworów mych dla Najmłodszej:
(poduszeczka jest dwustronna - na drugiej są czarne kropeczki na białym tle)
Maj zaczął się malowaniem pokoiku. 4 warstwy farby były potrzebne, żeby zamalować brzoskwiniowy sad :) Teraz jeszcze pierdylion groszków i po wszystkim :) Mebelki będą pewnie pod koniec przyszłego tygodnia. Super, wreszcie uporządkuję ubranka i przemyślę ostatecznie wyprawkowe zakupy.
2 maja pojechaliśmy do Warszawy. Niestety udało nam się przejść tylko połowę ZOO, oglądanie drugiej uniemożliwił deszcz.
Za to w sklepach nie padało, więc udało mi się kupić sukienkę na czerwcowe wesele Siostry ;)
Co do ciąży jeszcze - 30tc. Czyli początek trzeciego trymestru. W poniedziałek idziemy na wizytę do lekarza a później będzie podsumowanie i porównanie drugiego trymestru.
Swoją drogą, dopiero robiłam test ciążowy a tu już nieco ponad 2 miesiące do porodu.
Bezlitośnie ten czas biegnie, my jeszcze nie do końca gotowi.. Tylko czy można być w 100% gotowym na to, co nas czeka?
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Przedmajówkowy entuzjazm :)
Święta i po świętach, majówka za pasem. Za krótka, by zrealizować wszystko, co sobie zaplanowaliśmy. Jeżeli Mąż 1 maja pójdzie do pracy, to będzie jeszcze krótsza. A 1ego planowałam malowanie pokoiku dla Małej, wypadałoby to zrobić, bo w połowie miesiąca powinny być meble.
2-3 maja to wyjazd do Warszawy. Przede wszystkim Ikea i poszukiwanie sukienki dla ciężarówki, na wesele Siostry :) I ZOO, ale to uzależnione jest w znacznej mierze od pogody, która niestety nie zapowiada się najlepiej.
4 maja, niedziela, może otwarcie sezonu grillowego. W końcu majówka to odpoczynek
z rodzinką.
Od środy Syn nie chodzi do przedszkola. Powodu jaki tym razem wymyśliła sobie p.wychowawczyni nie mam już siły komentować, bo nerwy mi nie potrzebne. Strasznie żałuję, że jednak nie zmieniliśmy Mu przedszkola, zastanawiamy się nad pójściem do dyrektorki, by zmienić chociaż grupę. Dziś zebranie, nie trudno się domyślić, żadne z nas się nie wybiera.
Pogoda nam się popsuła, wczorajszy deszcz i grad na szczęście nie spowodowały szkód w naszym bloku. Niestety w wieżowcu mojego chrzestnego, zalane zostały piwnice na ostatnim piętrze, a woda ciekła ścianami, klatką schodową, kratkami wentylacyjnymi, nawet żyrandolem od 12 piętra do parteru.
Wracając jednak do tych cieplejszych dni, przedstawiam wybitnego fachowca w układaniu kostki:
Babciny ogród zakwitł (w tej części, która nie została zniszczona przez budowę garażu
i układanie kostki), zaprasza do podziwiania i zadumy ;)
W wolnej chwili nie rezygnuję z przyjemności tworzenia :)
Myszka powstała we współpracy z Siostrą, bo przerażała mnie monotonia kolorów, czerni szczególnie.
Koty to pierwszy krok, zaprawa przed uszyciem lali dla Córeczki. W głowie gdzieś powstaje jej obraz, może Tilda.. Zobaczę :) Chcę też uszyć coś do udekorowania pokoiku. Przyszły zamówione materiały, pora odpalić sprzęt ;)
Jutro zajęcia w KOKPiT, tym razem ozdabiać będziemy ramy luster metodą embossingu. Na czym polega i z czym to się je? Sama nie wiem, i chyba to odkrywanie nieznanych mi horyzontów najbardziej mi się podoba :)
2-3 maja to wyjazd do Warszawy. Przede wszystkim Ikea i poszukiwanie sukienki dla ciężarówki, na wesele Siostry :) I ZOO, ale to uzależnione jest w znacznej mierze od pogody, która niestety nie zapowiada się najlepiej.
4 maja, niedziela, może otwarcie sezonu grillowego. W końcu majówka to odpoczynek
z rodzinką.
Od środy Syn nie chodzi do przedszkola. Powodu jaki tym razem wymyśliła sobie p.wychowawczyni nie mam już siły komentować, bo nerwy mi nie potrzebne. Strasznie żałuję, że jednak nie zmieniliśmy Mu przedszkola, zastanawiamy się nad pójściem do dyrektorki, by zmienić chociaż grupę. Dziś zebranie, nie trudno się domyślić, żadne z nas się nie wybiera.
Pogoda nam się popsuła, wczorajszy deszcz i grad na szczęście nie spowodowały szkód w naszym bloku. Niestety w wieżowcu mojego chrzestnego, zalane zostały piwnice na ostatnim piętrze, a woda ciekła ścianami, klatką schodową, kratkami wentylacyjnymi, nawet żyrandolem od 12 piętra do parteru.
Wracając jednak do tych cieplejszych dni, przedstawiam wybitnego fachowca w układaniu kostki:
Babciny ogród zakwitł (w tej części, która nie została zniszczona przez budowę garażu
i układanie kostki), zaprasza do podziwiania i zadumy ;)
W wolnej chwili nie rezygnuję z przyjemności tworzenia :)
Myszka powstała we współpracy z Siostrą, bo przerażała mnie monotonia kolorów, czerni szczególnie.
Koty to pierwszy krok, zaprawa przed uszyciem lali dla Córeczki. W głowie gdzieś powstaje jej obraz, może Tilda.. Zobaczę :) Chcę też uszyć coś do udekorowania pokoiku. Przyszły zamówione materiały, pora odpalić sprzęt ;)
Jutro zajęcia w KOKPiT, tym razem ozdabiać będziemy ramy luster metodą embossingu. Na czym polega i z czym to się je? Sama nie wiem, i chyba to odkrywanie nieznanych mi horyzontów najbardziej mi się podoba :)
środa, 16 kwietnia 2014
Ciut wiosennie, ciut świątecznie..
Gdy baterie słoneczne mojego organizmu są na wyczerpaniu, łapię każdy promyczek, który przebije się przez chmury. Trudno wtedy zastać mnie w domu. Zwykle z aparatem, Dzieckiem i, w miarę możliwości, z Mężem spacerujemy, obserwujemy, odpoczywamy.
Jako że ostatnie dni znów pochmurne i szare, to wracam do zdjęć i chwil, kiedy buzie same kierowały się do słońca.
W poniedziałek w przedszkolu odbyło się spotkanie wielkanocne. Dzieci śpiewały o świątecznych symbolach, recytowały przepis na świąteczną babę, kompletowały koszyczek wielkanocny (małe mądrale wiedziały, że kucyka Pony i samochodzików raczej do święconki nie dorzucamy :)), szukały pochowanych w sali czekoladowych jaj, tańczyły szukając swojej kurczaczkowo - pisankowej pary. My, rodzice, we współpracy z dziećmi, robiliśmy pisankę i kurczaczka tudzież ptaszka. Moi Panowie zajęli się wypychaniem watoliną wspomnianego zwierzaczka, a ja tworzyłam pisankę. Jest jaka jest, niestety z racji nieobecności w ubiegłym tygodniu, nie wiedzieliśmy, że trzeba przynieść swoje materiały i wstążki. Robiliśmy z tego, co nam użyczono :)
Za kilka dni Święta Wielkanocne. Dla nas trudne, jeśli nie najtrudniejsze od wielu lat. Ale pełne nadziei, że zło musi zostać dobrem zrównoważone. Wesele Siostry, poród - musi być dobrze!
Jako że ostatnie dni znów pochmurne i szare, to wracam do zdjęć i chwil, kiedy buzie same kierowały się do słońca.
W poniedziałek w przedszkolu odbyło się spotkanie wielkanocne. Dzieci śpiewały o świątecznych symbolach, recytowały przepis na świąteczną babę, kompletowały koszyczek wielkanocny (małe mądrale wiedziały, że kucyka Pony i samochodzików raczej do święconki nie dorzucamy :)), szukały pochowanych w sali czekoladowych jaj, tańczyły szukając swojej kurczaczkowo - pisankowej pary. My, rodzice, we współpracy z dziećmi, robiliśmy pisankę i kurczaczka tudzież ptaszka. Moi Panowie zajęli się wypychaniem watoliną wspomnianego zwierzaczka, a ja tworzyłam pisankę. Jest jaka jest, niestety z racji nieobecności w ubiegłym tygodniu, nie wiedzieliśmy, że trzeba przynieść swoje materiały i wstążki. Robiliśmy z tego, co nam użyczono :)
Nasza ulubiona para: Alek i Jego przedszkolna miłość ;)
I na koniec kącik z wielkanocnymi wypiekami:
Za kilka dni Święta Wielkanocne. Dla nas trudne, jeśli nie najtrudniejsze od wielu lat. Ale pełne nadziei, że zło musi zostać dobrem zrównoważone. Wesele Siostry, poród - musi być dobrze!
piątek, 4 kwietnia 2014
Moje małe rękodzieło
Oto efekt moich ostatnich prac na warsztatach w KOKPiT w Kazimierzu Dolnym.
Sklejkowa skrzyneczka po owocach (koszt 0zł, z osiedlowego warzywniaka) odmalowana i ozdobiona gipsowym motylem oraz transferem. Transfer to technika, która podoba mi się najbardziej. Niestety, z racji mojego stanu, ten robiła bratowa męża. Rozpuszczalnik nitro strasznie cuchnie (nie będę owijała w bawełnę), więc wolę go oszczędzić Malutkiej.
Jeszcze nie wiem, jakie skrzyneczka znajdzie zastosowanie, może stanie się częścią wiosennej aranżacji balkonu :)
A tu gęsie jajo. Nieco inne niż prezentowane na warsztatach, ale wiercenie w wydmuszce łączy się z dość nieprzyjemnym zapachem i pyleniem. Poza tym obawiałam się, by moje pierwsze jajo nie przeszło w kupkę skorupek, stąd ostrożność w ilości otworów.
Niestety kupić dobre jajo nie jest łatwo. To, w którym ja wierciłam nie pochodziło z Polski, bo te nasze ponoć są delikatniejsze. Koszt jednego jaja - 2,5zł. Niestety najdroższy jest transport - traktowany jak szkło. W wydmuszce kurzej nawet nie próbuję - zbyt kruche. Na kurzych mógłby sprawdzić się np. transfer, ale wiadomo - cuchnie. Ponoć można transferować olejkiem lawendowym - jak gdzieś spotkam to wypróbuję.
Wyszywanka wielkanocna utknęła w martwym punkcie. Szkolne obowiązki pochłaniają myśli i ręce. Cóż, może w ostatnim tygodniu przed świętami uda się ją skończyć.
Aaaa.. muszę pamiętać o wysianiu owsa, bo rok temu nawet wykiełkować nie zdąrzył :)
Sklejkowa skrzyneczka po owocach (koszt 0zł, z osiedlowego warzywniaka) odmalowana i ozdobiona gipsowym motylem oraz transferem. Transfer to technika, która podoba mi się najbardziej. Niestety, z racji mojego stanu, ten robiła bratowa męża. Rozpuszczalnik nitro strasznie cuchnie (nie będę owijała w bawełnę), więc wolę go oszczędzić Malutkiej.
Jeszcze nie wiem, jakie skrzyneczka znajdzie zastosowanie, może stanie się częścią wiosennej aranżacji balkonu :)
A tu gęsie jajo. Nieco inne niż prezentowane na warsztatach, ale wiercenie w wydmuszce łączy się z dość nieprzyjemnym zapachem i pyleniem. Poza tym obawiałam się, by moje pierwsze jajo nie przeszło w kupkę skorupek, stąd ostrożność w ilości otworów.
Niestety kupić dobre jajo nie jest łatwo. To, w którym ja wierciłam nie pochodziło z Polski, bo te nasze ponoć są delikatniejsze. Koszt jednego jaja - 2,5zł. Niestety najdroższy jest transport - traktowany jak szkło. W wydmuszce kurzej nawet nie próbuję - zbyt kruche. Na kurzych mógłby sprawdzić się np. transfer, ale wiadomo - cuchnie. Ponoć można transferować olejkiem lawendowym - jak gdzieś spotkam to wypróbuję.
Wyszywanka wielkanocna utknęła w martwym punkcie. Szkolne obowiązki pochłaniają myśli i ręce. Cóż, może w ostatnim tygodniu przed świętami uda się ją skończyć.
Aaaa.. muszę pamiętać o wysianiu owsa, bo rok temu nawet wykiełkować nie zdąrzył :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
