piątek, 21 lutego 2014

Zbyt wiele...

Ostatni tydzień przyniósł kilka wieści.

Jedna taka, której można było się spodziewać. Nie jestem tylko w stanie pojąć, dlaczego owa decyzja nic nie zmieniła. Bo dla mnie, jak kochasz to na całego, jak nie to zostaw i pozwól tej drugiej osobie żyć. Jak masz wątpliwości, zastrzeżenia to nie łudź się, że dorosłego człowieka sobie "wytresujesz".

Druga wiadomość dotknęła mnie bardzo. Jeden z dwóch młodszych braci mojego taty ma raka. Nowotwór kości. Nie dopuszczam do siebie najczarniejszego scenariusza. Co nie znaczy, że nie płaczę.

Jedno mnie zdenerwowało, drugie załamało. Za dużo emocji i nerwów jak dla ciężarówki.

Chcieliśmy jutro wybrać się za miasto, odpocząć, odstresować. Niestety mąż idzie na 12h do pracy, w niedzielę też :/

Potrzebuję czasu tylko we troje. Gdyby nie finanse, to już dawno bysmy wyskoczyli gdzieś chociaż na weekend.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że syn chociaż przez weekend będzie grzeczny (na miarę swoich możliwości), dzidzia nie zmusi do leżenia, a rękodzieło pozwoli oderwać myśli.

wtorek, 11 lutego 2014

Przełomowa sobota

Zaplanowana była, jak tylko zobaczyliśmy reklamę. Kraina Kinder Niespodzianki. I chociaż Syn głośnych i zatłoczonych imprez szczerze nie znosi, to Kinder Jajko kocha serduszkiem całym :) A że wejście darmowe, to postanowiliśmy zaryzykować stratę kilku litrów paliwa (na wypadek gdyby Syn jednak w imprezie uczestniczyć nie chciał) i pojechać w sobotę do Lublina.
Nasze obawy sprawdziły się jedynie w odniesieniu do chodzącego Jajka, które zaczepiało dzieciaki. Nasze zaczepiane być nie chciało :) A reszta.. Sami zobaczcie :)


I największe zaskoczenie - samochodzik z elektrycznym napędem. Synek nie znosi(ł) pojazdów tego typu, dlatego nasze podejście do Jego "chcię na siamochodziki" było raczej sceptyczne. Ale Tata w kolejkę stanął, pan pokazał gdzie wciskać, żeby jechać, Syn kierownicą kręcił.. Spuchliśmy z dumy, bo większe dzieci korzystały z tej atrakcji. Kolejka była długa, przejażdżka krótka, ale Tata dzielnie dbał o rozwój motoryzacyjny Dziecka i w kolejce stał :)

 

Najtrudniej było imprezę opuścić po 3h (!), ale ja już byłam mega głodna :) No i był plan na ciąg dalszy :) 
Po wizycie w Macu (jak rozpusta to cały dzień) pojechaliśmy na ul. Kryształową. Bo tam POMPON :) Cudowne miejsce (brakuje mi takich w naszym mieście), cudowne spotkanie, które znajomość z sieci, ze zdjęć, przeniosło do świata rzeczywistego :) Nawet przez chwilę nie wątpiłam w to, że z Karoliną znajdziemy wspólny język :)
Szkoda tylko, że czas tak szybko minął i musieliśmy wracać, co nie znaczy że POMPONA nie odwiedzimy. Jak tylko czas na to pozwoli to dołączymy do tych wszystkich cudowności, które oferujecie. Warsztaty, badania, zajęcia dla dzieci. Chyba przeniosę się dla Was do Lublina :)

P.S.
TU obiecywane podsumowanie pierwszego trymestru ciąży drugiej :)

sobota, 1 lutego 2014

12000 stron

Nigdy nie byłam zwolennikiem robienia noworocznych postanowień. Być może dlatego, że jakoś za mocno nie przykładałam się do ich realizacji. Nie udało mi się długo wytrwać bez słodyczy, nie postanawiałam dbać o figurę, bo raczej nie miewałam z nią problemów. Poza tym, nie ma sensu zakładać czegoś, co skazane jest na fiasko.
W tym roku, roku czytelnika, postanowiłam jednak połączyć przyjemne z pożytecznym. Bo, że czytanie przyjemne jest i pożyteczne jednocześnie, to chyba przekonywać nie muszę.
W tym roku chciałabym przeczytać 12000 stron, czyli 1000 stron miesięcznie. Mało i dużo jednocześnie, biorąc pod uwagę fakt, że czytam tylko wieczorami (lub nocą, bo ostatnio dokucza mi bezsenność). W lipcu przybędzie obowiązków rodzicielskich więc czasu na czytanie będzie mniej, ale usprawiedliwiać się nie mam zamiaru :)
Chciałabym w tym roku przeczytać wszystkie książki Jodi Picoult, "Przeminelo z wiatrem", dokończyć sagę "Felix, Net i Nika" oraz książki Jo Nesbo. Podejrzewam, że czasu mi zabraknie, ale co się odwlecze to nie uciecze.
Skończył się styczeń i na dzień dzisiejszy statystyki wyglądają następująco:
1) Jo Nesbo - Karaluch (zaczęta jeszcze w grudniu)
2) Jodi Picoult - Drugie spojrzenie (497 stron)
3) Jodi Picoult - Karuzela uczuć (509 stron)
4) Jo Nesbo - Czerwone gardło (423 strony).
Łącznie 1429 stron. Pozostało 10571.
Recenzji pisać nie będę, tę działkę pozostawiam osobom bardziej kompetentnym w tej dziedzinie :)

A już w najbliższym czasie podsumowanie 15 tygodni ciąży, czyli pierwszy trymestr we wspomnieniach. Tych sprzed 4 lat, i tych całkiem świeżych :)

środa, 22 stycznia 2014

Zimę też się przetrzyma ;)

Przyszła. Nie powiem, że nie czekałam. A w zasadzie to Syn najbardziej czekał. Na sanki, na odśnieżanie auta, na bałwana, którego jeszcze nie udało nam się ulepić, bo mróz za duży.
Zaczęły się ferie. Niby przedszkola nie dotyczą, ale Syn dwa dni wolnego miał.  W niedzielę zafundował nam nocne czuwanie przy nocniku :/ Poniedziałek i wtorek był pod moją obserwacją. Nie ukrywam, że auta też mi się nie chciało skrobac, bo oblodzone od dachu po koła. Siły też na tyle nie mam. Mąż w poniedziałek się do pracy spóźnił 20minut, bo pół godziny usuwał lód z 3 szyb :/
Na szczęście deszcz przestał padać,  mamy śnieg.  Dziś saneczki po południu.
Ja jestem już po dwóch egzaminach. Jeden zaliczony na 4, drugi na 5. W niedzielę dwa kolejne egzaminy, ostatni we wtorek. Mam więc co robić pod nieobecność Syna.
Tymczasem jestem już w 14tc. Po kolejnej wizycie (5.02) planuję krótkie podsumowanie i porównanie pierwszego trymestru obu ciąż :)
Wczoraj poważnie się wystraszyłam. Kręgosłup często mi dokucza, ale wczoraj nie mogłam wstać. 15minut mi to zajęło, mąż chciał dzwonić po pogotowie. Dziś niestety ból zbliżony do tego wczorajszego. Żałuję, że nie udało mi się skorzystać z masaży zanim zaszłam w ciążę. Przy pierwszej się udało, więc kręgosłup odczułam dopiero pod koniec. Teraz do końca jeszcze daleko, a koleżanka masująca kobiety w ciąży, sama też jest w ciąży. Pozostaje mi zapytać ginekologa o pozwolenie chodzenia na basen.
Mąż od tygodnia pracuje. Planuje też wysłać swoje CV do firmy rekrutujacej pracowników do Kanady. Warunki socjalne takie same jak we Włoszech, zjazdy do domu dłuższe,  no i pieniądze dużo dużo większe. Na dobrą sprawę po roku mielibyśmy kredyt z głowy. Nie będę jednak gdybać, jak zadzwonia to wtedy podejmiemy ostateczną decyzję.

Chyba pora na śniadanie :) Dzidziuś się upomina :)
Miłego dnia
smacznego
i śnieżnego :)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Niech tak zostanie..

Końcówka ubiegłego roku nie dawała zbytnich nadziei na to, że ten rok będzie dla nas łaskawszy.
A jednak..
9 stycznia przyniósł same dobre wieści.
10 stycznia Mąż skończył ? lat ;) i otrzymał telefon z firmy, która chce Go zatrudnić :) Dziś badania, jutro lub w środę rusza do pracy. Bardzo się cieszę, że zostaje z nami, w PL, chociaż zdaję sobie sprawę, że finansowo będzie nieco trudniej. Ale razem damy radę, co już nie raz udowodniliśmy :)

Niech słowa piosenek będą podziękowaniem dla mojego Męża, za to, że jest..

For all those times you stood by me
For all the truth that you made me see
For all the joy you brought to my life (...)

You were my strength when I was weak (...)
You gave me faith 'cause you believed
I'm everything I am
Because you loved me 



Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże, ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze. 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

może tak będzie lepiej..

Poniedziałek.
Czekaliśmy, ale dostaliśmy tylko część informacji.
Nie najlepszych, jednak takich które jeszcze dają nadzieję.
Czekamy na piątek.
Długo i krótko zarazem.

Tymczasem musiałam gdzieś się wygadać.
Mimo, że finał może być dramatyczny to chcę mieć Je w pamięci, w sercu.

Wkładam uśmiechniętą maskę na twarz i staram się, aby nasz Syn i nasza Rodzina mieli spokojne Święta.
Mimo wszystko.

A Wam życzę byście wyłączyli telewizor, komputer, telefon.
Byście znaleźli czas na rozmowę, na milczenie.
Byście zastanowili się nad wyjątkowością pozornie błahych rzeczy.
Byście nauczyli się doceniać to, co w życiu najważniejsze.
I mimo, że moja wiara została ostatnio mocno zachwiana, 
życzę by Bóg wlał w Wasze i nasze serca spokój i nadzieję.


piątek, 20 grudnia 2013

czekając na..


Są takie dni, które nie powinny były się wydarzyć.
Są sytuacje, całkiem przypadkowe, które mogą wszystko zmienić.
A może pech piątku 13tego spowodował, że częściowo mamy "szczęście".
W cudzysłowie,  bo jakoś nie potrafimy się uśmiechać.
Czekamy na poniedziałek.
Nie czekam na święta,  nie czekam na nowy rok,
bo zapowiada się trudniej niż obecny,
bo może przyjdzie nam podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu.
Nie myślę o sesji, o obowiązkach dnia powszedniego.
Chcę tylko jednego
żeby było dobrze!

Pomyślcie o nas w czasie modlitwy...