Nasze obawy sprawdziły się jedynie w odniesieniu do chodzącego Jajka, które zaczepiało dzieciaki. Nasze zaczepiane być nie chciało :) A reszta.. Sami zobaczcie :)
I największe zaskoczenie - samochodzik z elektrycznym napędem. Synek nie znosi(ł) pojazdów tego typu, dlatego nasze podejście do Jego "chcię na siamochodziki" było raczej sceptyczne. Ale Tata w kolejkę stanął, pan pokazał gdzie wciskać, żeby jechać, Syn kierownicą kręcił.. Spuchliśmy z dumy, bo większe dzieci korzystały z tej atrakcji. Kolejka była długa, przejażdżka krótka, ale Tata dzielnie dbał o rozwój motoryzacyjny Dziecka i w kolejce stał :)
Najtrudniej było imprezę opuścić po 3h (!), ale ja już byłam mega głodna :) No i był plan na ciąg dalszy :)
Po wizycie w Macu (jak rozpusta to cały dzień) pojechaliśmy na ul. Kryształową. Bo tam POMPON :) Cudowne miejsce (brakuje mi takich w naszym mieście), cudowne spotkanie, które znajomość z sieci, ze zdjęć, przeniosło do świata rzeczywistego :) Nawet przez chwilę nie wątpiłam w to, że z Karoliną znajdziemy wspólny język :)
Szkoda tylko, że czas tak szybko minął i musieliśmy wracać, co nie znaczy że POMPONA nie odwiedzimy. Jak tylko czas na to pozwoli to dołączymy do tych wszystkich cudowności, które oferujecie. Warsztaty, badania, zajęcia dla dzieci. Chyba przeniosę się dla Was do Lublina :)
P.S.
TU obiecywane podsumowanie pierwszego trymestru ciąży drugiej :)