czwartek, 13 czerwca 2013

Kocham moich mężczyzn :)

Wycieczka udana
Bez focha się nie obyło
Tak jak rok temu, zaraz po przekroczeniu tabliczki WEJŚCIE odbył się "koncert"
Do kolejnego ZOO wchodzimy WYJŚCIEM ;)
Koniec końców najfajniejszy był plac zabaw
i paw (bo złożył jajo)
i kaczki ("cieść kaćka, bawimy autkami?")
Następny wyjazd do prababci na wieś, zamiast 140km do ZOO jechać :)




Żaba dostąpiła zaszczytu otrzymania buziaka :)


Jako chemik byłam przeciwna ;) To są lody gdyby ktoś pytał :)


środa, 12 czerwca 2013

Syn idzie na wagary :)

Syn jutro idzie na wagary!
I wcale nie będą to wagary spowodowane chorobą, ale planami rozrywkowymi :)
A co, jak już się zrywać to żeby robić coś przyjemnego.
Otóż zabieramy Syna do ZOO.
Byliśmy rok temu w Warszawie, tym razem Zamość.
Zwierząt mniej, droga praktycznie taka sama ale więcej zieleni i atrakcji dla dzieci.
I Syn podekscytowany, że do "wieziątek" jedzie :)
Oby był grzeczniejszy niż rok temu :)
Z pewnością więcej go zainteresuje, bo dużo zwierząt już zna, więcej obserwuje i rozumie.
Ubrania naszykowane, pieluchy spakowane, zabawiacze podróżne też już w torebce.
Pozostaje zabrać aparat, dobry humor i pogodę, a ta ma być idealna na rodzinne wycieczki :) 

wtorek, 11 czerwca 2013

remontowe smęcenie..

Od ponad tygodnia Mąż jest w domu.

Uwielbiam, kiedy jest, bo czas zwalnia, dom się wypełnia śmiechem, czułością, miłością.
Kocham nasze leniwe poranki, wspólne śniadania i kawki, popołudniowe przewalanie się po łóżku we trójkę, wyjścia i zabawy.

Niestety już dziś nasz spokój zostanie zburzony. I to dosłownie.
Zacznie się remont.
Nie, nie jest to efekt mojego kaprysu czy rozrzutności. Chciał, nie chciał, musiał.
To efekt wilgoci, która po zimie nawiedziła nasz salon i mały, wolny jeszcze pokoik.
Przy okazji jest parę pęknięć do naprawienia, więc będzie bałagan na całego.
Mam tylko nadzieję, że zanim Mąż wyjedzie uda nam się odmalować ściany i posprzątać.
Tylko z Synem mamy kłopot, bo wolałabym żeby farby nie wdychał.
Chyba przeniesiemy się na kilka dni do babci. 

Dobija mnie deszcz. Mam go dość. I wcale się nie dziwię, że w krajach deszczowych, zamglonych i ponurych jest największy odsetek samobójców. Deprecha to chyba standard.
W czwartek mieliśmy zrobić rodzinny wypad do ZOO, ale siostrę dopadł półpasiec. Dodatkowo remont (ktoś musi być w domu) no i ta pogoda.. Ja chcę słońcaaaaa!

Idę, bo smęcić zacznę.

sobota, 25 maja 2013

kiedy wiadomo, że to już? :)

Po czym poznać, że mieszkanie wymaga solidnych porządków?

Kiedy ubrania nie mieszczą się na półkach?
Kiedy góra do prasowania przewyższa wzrost osoby prasującej?
Kiedy zmywarka sama się uruchamia, bo twierdzi, że więcej już się nie zmieści?
Kiedy pojemnik z mydłem przykleja się do blatu? 
Kiedy patrząc przez okno martwisz się, że znów mgła?
Kiedy wystarczy kilka dni, aby dziecko przykleiło się do podłogi?

Na szczęście aż tak źle nie jest, ale to mydło to dość wyraźny znak, że za bardzo pochłonęły mnie przyjemności.

I praca. Na pół etatu. Naturalna antykoncepcja, czyli zajmuję się maleństwem :)

Jest coś jeszcze.
Motylki w brzuchu.
I od razu wiadomo, że Mąż wraca. W piątek.

Już za parę dni, za dni parę :)