Pachnie wiosną wkoło :) I choć kalendarzowo wciąż jest zima, to słoneczko ładuje baterie i daje energię do działania, do tego by zadbać o siebie, dom, o czas na świeżym powietrzu.
O siebie dbam co tydzień. Kąpię się częściej :) ale w środy fitnesuję się na basenie. Planuję przyprowadzić od teściów rower i w wolnej chwili dbać o obrośnięte pomarańczową skórką uda i pośladki. Dodatkowo mąż z IT przywiezie antycellulitowy krem-cud :) zobaczymy czy cud, czy tylko cena cudowna ;) Planowałam siłownię, ale budżet domowy napięty jak guma w majtach..
Za dbanie o dom, czyli wiosenne porządki wzięłam się dziś. Okna pomyte, firanki uprane, zawieszone, podłogi poodkurzane, pomyte, kurze z szaf powycierane, balkony czyściutkie. Uff.. plecy bolą, ale jak zwykle. Bo przecież wiem, że nie powinnam, ale tyram jak osioł na egipskim targu. Cierp ciało.. Ale co ja poradzę, że mi się dziś motorek w d.. włączył? :)
Jutro kolej na szafę. Syna już zrobiona (jak on szybko rośnie), Męża będzie przejrzana jak właściciel wróci z wygnania ;)
Na przesadzenie czeka kilka kwiatków, myślę też czym by udekorować w tym roku nasze balkony. Póki co straszą suche wrzosy, które przetrwały zimę :) marzy mi się jakaś ławeczko - sofa na balkon, ale ta guma (patrz wyżej)...
Tymczasem "grudzień" postanowił zmienić imię na "marzec" i szykuje się by zakwitnąć:
No i jak to u mnie, tradycyjnie, kwiaty wiosną muszą być:
Ostatnio mój czas wolny poświęcałam na pewną pracę:
Po niej przyszedł czas dokończyć to co zaczęłam:
Chyba nie trudno domyślić się, co to będzie :)
Coraz więcej czasu spędzamy poza domem, na świeżym powietrzu. Ulubiona zabawa Syna? "A sio pjaśki" czyt. a sio ptaszki. I tak chodzimy po osiedlu, szukamy ptaszków po to, żeby je przestraszyć :) Na piaskownicę jeszcze za zimno, ale Syn już o zamkach z piasku wspomina :)
No i 15tego, w piątek wraca Mąż. Po 10tygodniach nieobecności cielesnej, obecności jedynie wirtualnej. Strasznie się cieszę i nie mogę doczekać wspólnych wieczorów, poranków, spacerów. No i czeka nas zakup auta.
Tyle się dzieje, tyle będzie się działo.
W końcu wiosna, wszystko budzi się do życia :)
Ja też :*
środa, 6 marca 2013
czwartek, 28 lutego 2013
Decyzja (chyba) podjęta..
Dni otwarte w przedszkolu od tego są, żeby utwierdzić rodziców w przekonaniu o słuszności wyboru tej a nie innej placówki.
Mnie utwierdziły (szkoda, że mąż nie mógł być tam z nami) w przekonaniu, że zostaniemy jeszcze rok w żłobku.
Oto argumenty:
- Alek mógłby być przyjęty nawet z pieluchą, ale i tak do najmłodszej grupy. Odpieluchowanie nic by nie zmieniło. Najmłodsza grupa z zajęć dodatkowych ma tylko rytmikę, która jest także w starszej grupie żłobkowej.
- Na naszą prośbę Alek mógłby być przyjęty do starszaków, czyli dzieci w wieku 3-5lat (grupy są łączone). Niestety starszaki nie mają leżakowania, a ważne jest dla mnie dbanie o sen dziecka, tym bardziej że Syn potrafi przespać nawet 2.5h w ciągu dnia. Nie wyobrażam sobie, że miałby od 7.00 nie spać i o 17.00 - 18.00 być nie do życia.
- Oczywiście pierwszeństwo mają dzieci, których oboje rodzice pracują. Dla mnie wymóg bez sensu, bo nie każdy ma z kim dziecko zostawić i wrócić do pracy. Od tego jest przedszkole. Jak nic się nie zmieni to w przyszłym roku założę sklep internetowy z ciuchami i tak oto stanę się osobą pracującą ;)
- Alek najlepiej odnajdywał się wśród młodszych dzieci. I o ile zainteresowany był zajęciami prowadzonymi u starszaków (bardzo ciekawymi i kształcącymi), to po kilku minutach szukał już samochodzików do zabawy. Wcale mnie to nie zdziwiło, bo trudno na dłużej skupić uwagę rozbrykanego dwulatka.
Ogólnie przedszkole, pomimo że remont przechodziło chyba dawno temu (nasz żłobek utworzono 2 lata temu) zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Panie w większości bardzo sympatyczne, ogromne ilości materiałów edukacyjnych (nawet mnie wciągnęły :)), szeroki wachlarz zajęć artystycznych, codzienne spotkania rodziców z wychowawcami (jeśli jest taka potrzeba), zajęcia korekcyjne, nauka dbania o higienę i bezpieczeństwo, codzienny (w miarę jak pogoda pozwala) ruch na świeżym powietrzu i tam także zajęcia edukacyjne i wiele wiele innych rodzajów zajęć.
Doszliśmy do wniosku, że skoro na dzień dzisiejszy zmiana żłobka na przedszkole nie zmieni nic poza kosztami, to Alek jeszcze ten rok zostanie w żłobku. Ze swoimi paniami, z częścią swoich kolegów (do starszych żłobkowiczów idą dzieci po skończeniu 2lat). Będzie miał rytmikę, ruch na bezpiecznym placu zabaw tuż obok budynku, chyba są też tańce dla chętnych.
Z pomocą strony Mądre zabawy i materiałów, które planujemy zakupić będziemy edukacyjnie bawić się w domu :) A za rok Syn pójdzie do starszej grupy, w której nie będzie już najmłodszym z najmłodszych.
A na koniec nasza "stylizacja" na dzień otwarty w przedszkolu:
Syna niestety dopadło jakieś przeziębienie więc został dziś w domu i jak na prawdziwego mężczyznę przystało, słychać tylko "jęki i stęki" ;)
Pozdrawiam
Mnie utwierdziły (szkoda, że mąż nie mógł być tam z nami) w przekonaniu, że zostaniemy jeszcze rok w żłobku.
Oto argumenty:
- Alek mógłby być przyjęty nawet z pieluchą, ale i tak do najmłodszej grupy. Odpieluchowanie nic by nie zmieniło. Najmłodsza grupa z zajęć dodatkowych ma tylko rytmikę, która jest także w starszej grupie żłobkowej.
- Na naszą prośbę Alek mógłby być przyjęty do starszaków, czyli dzieci w wieku 3-5lat (grupy są łączone). Niestety starszaki nie mają leżakowania, a ważne jest dla mnie dbanie o sen dziecka, tym bardziej że Syn potrafi przespać nawet 2.5h w ciągu dnia. Nie wyobrażam sobie, że miałby od 7.00 nie spać i o 17.00 - 18.00 być nie do życia.
- Oczywiście pierwszeństwo mają dzieci, których oboje rodzice pracują. Dla mnie wymóg bez sensu, bo nie każdy ma z kim dziecko zostawić i wrócić do pracy. Od tego jest przedszkole. Jak nic się nie zmieni to w przyszłym roku założę sklep internetowy z ciuchami i tak oto stanę się osobą pracującą ;)
- Alek najlepiej odnajdywał się wśród młodszych dzieci. I o ile zainteresowany był zajęciami prowadzonymi u starszaków (bardzo ciekawymi i kształcącymi), to po kilku minutach szukał już samochodzików do zabawy. Wcale mnie to nie zdziwiło, bo trudno na dłużej skupić uwagę rozbrykanego dwulatka.
Ogólnie przedszkole, pomimo że remont przechodziło chyba dawno temu (nasz żłobek utworzono 2 lata temu) zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Panie w większości bardzo sympatyczne, ogromne ilości materiałów edukacyjnych (nawet mnie wciągnęły :)), szeroki wachlarz zajęć artystycznych, codzienne spotkania rodziców z wychowawcami (jeśli jest taka potrzeba), zajęcia korekcyjne, nauka dbania o higienę i bezpieczeństwo, codzienny (w miarę jak pogoda pozwala) ruch na świeżym powietrzu i tam także zajęcia edukacyjne i wiele wiele innych rodzajów zajęć.
Doszliśmy do wniosku, że skoro na dzień dzisiejszy zmiana żłobka na przedszkole nie zmieni nic poza kosztami, to Alek jeszcze ten rok zostanie w żłobku. Ze swoimi paniami, z częścią swoich kolegów (do starszych żłobkowiczów idą dzieci po skończeniu 2lat). Będzie miał rytmikę, ruch na bezpiecznym placu zabaw tuż obok budynku, chyba są też tańce dla chętnych.
Z pomocą strony Mądre zabawy i materiałów, które planujemy zakupić będziemy edukacyjnie bawić się w domu :) A za rok Syn pójdzie do starszej grupy, w której nie będzie już najmłodszym z najmłodszych.
A na koniec nasza "stylizacja" na dzień otwarty w przedszkolu:
Syna niestety dopadło jakieś przeziębienie więc został dziś w domu i jak na prawdziwego mężczyznę przystało, słychać tylko "jęki i stęki" ;)
Pozdrawiam
sobota, 23 lutego 2013
nadszedł jej czas..
Była z nami przez prawie 3 lata.
Czasem sprawowała się lepiej, czasem gorzej, czasem zawiodła.
Była z nami w Trójmieście, w Beskidzie Żywieckim, na Mazurach, w Mielnie, w warszawskim ZOO, niejednokrotnie na lotnisku witała wracającego właściciela :)
Nie zliczę ile km dla nas zrobiła.
Była nasza pierwsza, małżeńska.
Może dlatego trochę mi smutno, że już jej nie ma.
Nasza Vectra.. sprzedana została w czwartek.
Będzie nowe auto
Pewnie większe, bo i rodzina ma być większa.
Będzie prezentem dla nas na 10lecie bycia razem :*
Kiedy to minęło?
A tyyyyyle jeszcze przed Nami :*

piątek, 22 lutego 2013
ile cię trzeba cenić..
Zdrowie dobrze, gdy jest. Gdy go brakuje to wszystko inne schodzi na dalszy plan, bo skupiamy się na tym żeby do zdrowia powrócić.
Pamiętacie jak pisałam o Mamie i tym paskudnym kleszczu? Po szybkiej interwencji (szybko pojawiły się objawy), 3-miesięcznej antybiotykoterapii Mama zrobiła badania. Wygląda na to, że choroba nie zdążyła się rozwinąć i krętków boreliozy we krwi nie ma. Wielkie uff, bo choroba potrafi niesamowicie zniszczyć organizm.
Siostra i jej uczulenie. Historia z paraliżem dziąseł powtórzyła się we wtorek. Szczoteczka od ostatniego incydentu nie była zmieniana, więc przyczyna zarówno wtedy jak i teraz musiała być inna. Podejrzenie padło na... kiwi. Siostra ma uczulenie na pyłki brzozy, a podobno często obie alergie występują razem. Będzie miała testy. A o kiwi słyszałam już nie raz. Wnuczek koleżanki mojej teściowej wymiotuje za każdym razem kiedy zje kiwi, nawet jeśli jest to niewielki dodatek do soczku. Mój syn temat kiwi olał, tak samo jak banana i wcale nawet nie próbuje. Nalegać nie będę.
31 stycznia na świat przyszedł synek naszych znajomych. Po 4 dniach rodzinka wróciła do domu, a już po 24h dostali wezwanie do Warszawy. Badania przesiewowe wykazały fenyloketonurię. Mały jest już w domu, na ścisłej diecie, mleku 300zł za puszkę, ważony jest przed i po każdym posiłku. Upośledzenie jest umiarkowane, szybkie rozpoczęcie leczenia daje nadzieję, że przy prawidłowej diecie Mały będzie rozwijał się prawidłowo.
Mój syn ma problemy skórne z których mam nadzieję wyrośnie. Chrześniak też. U synka mojego brata ciotecznego podejrzewają astmę, syn siostry ciotecznej urodził się z za dużymi nerkami (powiem szczerze że nie wiem jak teraz miewają się nerki, ale malec rozwija się prawidłowo). Przeraża mnie to, jak nasze dzieci są słabe, jakie są szanse aby ich potomstwo było silne i zdrowe?
Na każdym kroku przekonuję się, że zdrowie jest najcenniejsze i trzeba o nie dbać.
A ja od 1,5 roku nie kontrolowałam torbieli w piersiach. Może były tylko pozostałością po karmieniu, a może nie..
I tu sama kopię się w tyłek i mobilizuję do zrobienia USG. Obiecuję! I Wy też zadbajcie o siebie :*
Pamiętacie jak pisałam o Mamie i tym paskudnym kleszczu? Po szybkiej interwencji (szybko pojawiły się objawy), 3-miesięcznej antybiotykoterapii Mama zrobiła badania. Wygląda na to, że choroba nie zdążyła się rozwinąć i krętków boreliozy we krwi nie ma. Wielkie uff, bo choroba potrafi niesamowicie zniszczyć organizm.
Siostra i jej uczulenie. Historia z paraliżem dziąseł powtórzyła się we wtorek. Szczoteczka od ostatniego incydentu nie była zmieniana, więc przyczyna zarówno wtedy jak i teraz musiała być inna. Podejrzenie padło na... kiwi. Siostra ma uczulenie na pyłki brzozy, a podobno często obie alergie występują razem. Będzie miała testy. A o kiwi słyszałam już nie raz. Wnuczek koleżanki mojej teściowej wymiotuje za każdym razem kiedy zje kiwi, nawet jeśli jest to niewielki dodatek do soczku. Mój syn temat kiwi olał, tak samo jak banana i wcale nawet nie próbuje. Nalegać nie będę.
31 stycznia na świat przyszedł synek naszych znajomych. Po 4 dniach rodzinka wróciła do domu, a już po 24h dostali wezwanie do Warszawy. Badania przesiewowe wykazały fenyloketonurię. Mały jest już w domu, na ścisłej diecie, mleku 300zł za puszkę, ważony jest przed i po każdym posiłku. Upośledzenie jest umiarkowane, szybkie rozpoczęcie leczenia daje nadzieję, że przy prawidłowej diecie Mały będzie rozwijał się prawidłowo.
Mój syn ma problemy skórne z których mam nadzieję wyrośnie. Chrześniak też. U synka mojego brata ciotecznego podejrzewają astmę, syn siostry ciotecznej urodził się z za dużymi nerkami (powiem szczerze że nie wiem jak teraz miewają się nerki, ale malec rozwija się prawidłowo). Przeraża mnie to, jak nasze dzieci są słabe, jakie są szanse aby ich potomstwo było silne i zdrowe?
Na każdym kroku przekonuję się, że zdrowie jest najcenniejsze i trzeba o nie dbać.
A ja od 1,5 roku nie kontrolowałam torbieli w piersiach. Może były tylko pozostałością po karmieniu, a może nie..
I tu sama kopię się w tyłek i mobilizuję do zrobienia USG. Obiecuję! I Wy też zadbajcie o siebie :*
czwartek, 21 lutego 2013
we don't need no education ;)
Tak na prawdę, to oczywiście "we need" :)
I nie chodzi tu o edukację męża czy moją (chociaż myślę nad pewnym papierkiem), tylko o edukację Pierworodnego.
Od 1 marca żłobki i przedszkola w naszym mieście zaczynają rekrutację na rok szkolny 2013/2014.
We wrześniu Syn będzie miał już 2lata&9miesięcy, co kwalifikuje Go do przedszkola. Sprawa jednak nie jest tak oczywista, bo pampers wciąż nam towarzyszy a w przedszkolu Panie zakładają dzieciom pieluszki jedynie na spanie. Niby są pierwsze sukcesy w odpieluchowywaniu, Paniom w żłobku udało się kilka razy coś złapać, ale ja wciąż bez sukcesów w tym temacie. I tu pojawia się pytanie, czy zdążymy pozbyć się pieluchy do września?
Nie ukrywam, że za przedszkolem przemawia także aspekt finansowy, bo zamiast 400zł które płacimy za żłobek, płacilibyśmy około 200zł. Odeszłyby także koszty dojazdów. Do przedszkola mielibyśmy jakieś 15minut pieszo (pod warunkiem, że Syn w wózku lub na sankach :))
Nasz Syn jest, wbrew swojej żywiołowości i otwartości, dzieckiem bardzo wrażliwym. Nie lubi hałasu, nie lubi nowości. Nie łatwo było Mu przyzwyczaić się do tego, że w żłobku zostaje bez mamy. A tu już rodzice szykują Mu kolejną zmianę. Przechodząc do starszej grupy żłobkowej zostałby w większości z tymi dziećmi, które już zna. I co najważniejsze, z tymi samymi opiekunkami. Starsi żłobkowicze mają zajęcia z rytmiki, dla chętnych jest taniec, biorą udział w występach starszych kolegów i koleżanek. Byłby jednak jednym z najstarszych dzieci wśród tych znacznie młodszych.
W przedszkolu, które nas interesuje wprowadzona jest metoda Montessori. Zuzia, córka naszych znajomych jest bardzo zadowolona, jej rodzice również zauważyli znaczny rozwój córeczki. A Zuzia miała 2,5 roku jak do owego przedszkola poszła.
I tu nasz ogromny dylemat: czy Syn jest gotowy żeby z najstarszego w grupie stać się najmłodszym? Czy sobie poradzi wśród starszych dzieci? Czy uda się pozbyć pieluchy? Czy tą zmianą nie zrobimy mu krzywdy? Czy jeszcze nie za wcześnie?
Dodam, że nie można złożyć wniosku jednocześnie do przedszkola i do żłobka :(
Ostatnio o niczym innym nie myślę, tylko co zrobić żeby nasze dziecko było szczęśliwe i żeby prawidłowo się rozwijało, nabywało nowych umiejętności.
Póki co zapisałam siebie i Synka na dni otwarte (27-28lutego) do wybranego przez nas przedszkola i mam zamiar zasypać ich pytaniami :) mam tylko nadzieję, że Syn nie przewisi 2h u mnie na rękach (bo tego mój kręgosłup nie wytrzyma).
Podpowiecie mi coś w tym temacie? Bo ja mam totalny mętlik w głowie. Dziś mówię żłobek, jutro przedszkole i tak od tygodnia. Ale sami przyznajcie, temat jest poważny.
Pozdrawiam
I nie chodzi tu o edukację męża czy moją (chociaż myślę nad pewnym papierkiem), tylko o edukację Pierworodnego.
Od 1 marca żłobki i przedszkola w naszym mieście zaczynają rekrutację na rok szkolny 2013/2014.
We wrześniu Syn będzie miał już 2lata&9miesięcy, co kwalifikuje Go do przedszkola. Sprawa jednak nie jest tak oczywista, bo pampers wciąż nam towarzyszy a w przedszkolu Panie zakładają dzieciom pieluszki jedynie na spanie. Niby są pierwsze sukcesy w odpieluchowywaniu, Paniom w żłobku udało się kilka razy coś złapać, ale ja wciąż bez sukcesów w tym temacie. I tu pojawia się pytanie, czy zdążymy pozbyć się pieluchy do września?
Nie ukrywam, że za przedszkolem przemawia także aspekt finansowy, bo zamiast 400zł które płacimy za żłobek, płacilibyśmy około 200zł. Odeszłyby także koszty dojazdów. Do przedszkola mielibyśmy jakieś 15minut pieszo (pod warunkiem, że Syn w wózku lub na sankach :))
Nasz Syn jest, wbrew swojej żywiołowości i otwartości, dzieckiem bardzo wrażliwym. Nie lubi hałasu, nie lubi nowości. Nie łatwo było Mu przyzwyczaić się do tego, że w żłobku zostaje bez mamy. A tu już rodzice szykują Mu kolejną zmianę. Przechodząc do starszej grupy żłobkowej zostałby w większości z tymi dziećmi, które już zna. I co najważniejsze, z tymi samymi opiekunkami. Starsi żłobkowicze mają zajęcia z rytmiki, dla chętnych jest taniec, biorą udział w występach starszych kolegów i koleżanek. Byłby jednak jednym z najstarszych dzieci wśród tych znacznie młodszych.
W przedszkolu, które nas interesuje wprowadzona jest metoda Montessori. Zuzia, córka naszych znajomych jest bardzo zadowolona, jej rodzice również zauważyli znaczny rozwój córeczki. A Zuzia miała 2,5 roku jak do owego przedszkola poszła.
I tu nasz ogromny dylemat: czy Syn jest gotowy żeby z najstarszego w grupie stać się najmłodszym? Czy sobie poradzi wśród starszych dzieci? Czy uda się pozbyć pieluchy? Czy tą zmianą nie zrobimy mu krzywdy? Czy jeszcze nie za wcześnie?
Dodam, że nie można złożyć wniosku jednocześnie do przedszkola i do żłobka :(
Ostatnio o niczym innym nie myślę, tylko co zrobić żeby nasze dziecko było szczęśliwe i żeby prawidłowo się rozwijało, nabywało nowych umiejętności.
Póki co zapisałam siebie i Synka na dni otwarte (27-28lutego) do wybranego przez nas przedszkola i mam zamiar zasypać ich pytaniami :) mam tylko nadzieję, że Syn nie przewisi 2h u mnie na rękach (bo tego mój kręgosłup nie wytrzyma).
Podpowiecie mi coś w tym temacie? Bo ja mam totalny mętlik w głowie. Dziś mówię żłobek, jutro przedszkole i tak od tygodnia. Ale sami przyznajcie, temat jest poważny.
Pozdrawiam
sobota, 16 lutego 2013
nie ma jak u Mamy
Zgodnie z tradycją to niedziele są dla Niej..
W tym tygodniu wyjątkowo, dla Niej była sobota..
Tak bardzo nie lubię od Niej wracać do domu.. szczególnie gdy jesteśmy sami..
Wracam najpóźniej jak się da, uwzględniając jednak plan dnia Potomka..
Jutro dzień u Teściów.. będę wcześniej ;)
piątek, 15 lutego 2013
zaginiony dzień..
Położyłam się spać 14 lutego, w czwartek..
O tej dacie przypomniał mi telefon, bo właśnie w czwartek o 10:00 miałam pojechać obciąć grzywkę..
Przypomniał Mąż wysyłając wirtualne walentynkowe buziaki..
Wieczorem, o tym że jest czwartek 14tego znów przypomniał telefon, bo to w czwartki zakładam krążek..
Obudziłam się o 6:30, postanowiłam dospać do chwili aż zadzwoni budzik..
Jakie było moje zdziwienie, gdy obudziłam się o 7:20, w sobotę 16tego lutego! (Budzik mam ustawiony na dzwonienie pn-pt). Budzik nie zadzwonił!
Na szczęście Syn do żłobka dotarł na czas, wyspany i zadowolony że pospał 20min dłużej :)
Ale zawahałam się chwilę, czy aby nie przespałam całego dnia i czy nie wyjdę na idiotkę wioząc dziecko w sobotę do żłobka :)
Poranna rozmowa rodzinna:
- Kocham?- Pyta Syn po ostatnich rozmowach i próbach dociekania dlaczego płacze zostając w żłobku.
- Kocham i to bardzo - odpowiedziałam.
- Juci? (czyt. wróci?) - pyta zmartwiony Syn.
- Wrócę Kochanie, zawsze po Ciebie wracam.
- Boje
- Czego się boisz Synku?
- (tu padł zlepek sylab oznaczający że dziewczyn)
- Boisz się dziewczyn? Ale Mama to też dziewczyna.
-Tak?
Uświadomiony, że dziewczyny nie są takie złe z uśmiechem wmaszerował do sali :)
O tej dacie przypomniał mi telefon, bo właśnie w czwartek o 10:00 miałam pojechać obciąć grzywkę..
Przypomniał Mąż wysyłając wirtualne walentynkowe buziaki..
Wieczorem, o tym że jest czwartek 14tego znów przypomniał telefon, bo to w czwartki zakładam krążek..
Obudziłam się o 6:30, postanowiłam dospać do chwili aż zadzwoni budzik..
Jakie było moje zdziwienie, gdy obudziłam się o 7:20, w sobotę 16tego lutego! (Budzik mam ustawiony na dzwonienie pn-pt). Budzik nie zadzwonił!
Na szczęście Syn do żłobka dotarł na czas, wyspany i zadowolony że pospał 20min dłużej :)
Ale zawahałam się chwilę, czy aby nie przespałam całego dnia i czy nie wyjdę na idiotkę wioząc dziecko w sobotę do żłobka :)
Poranna rozmowa rodzinna:
- Kocham?- Pyta Syn po ostatnich rozmowach i próbach dociekania dlaczego płacze zostając w żłobku.
- Kocham i to bardzo - odpowiedziałam.
- Juci? (czyt. wróci?) - pyta zmartwiony Syn.
- Wrócę Kochanie, zawsze po Ciebie wracam.
- Boje
- Czego się boisz Synku?
- (tu padł zlepek sylab oznaczający że dziewczyn)
- Boisz się dziewczyn? Ale Mama to też dziewczyna.
-Tak?
Uświadomiony, że dziewczyny nie są takie złe z uśmiechem wmaszerował do sali :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

